Bloog Wirtualna Polska
Są 925 673 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


...a moją miłością jest:)

serce

***Kochać to śnić na jawie...Niby stąpając po ziemi-Dotykać nieba prawie...Perły porannej rosy W naszyjniki zbierać..Barwne słońce     gasić,By zapalić księżyc ...Spod zamkniętych powiek,Niczego nie widząc,Wszystko wkoło widzieć...Nawet gdy drugie serce Błądzi gdzieś w rozterce..Bo prawdziwa miłość Nas o zdanie nie pyta...Czy zimą,czy w lecie-Jawę ze snem plecie...***

Dziś zdobywamy Zawrat i przechodzimy przez Orlą Perć…….Wychodzimy bardzo wcześnie. Nie pada , zero wiatru , słoneczko już grzeje Super! W mgnieniu oka jesteśmy już przy Czarnym Stawie Gąsienicowym. Woda przejrzysta, widać jak rybki ,,w berka się bawią”;-)a kaczuszki, przychodzą wręcz pod nogi- prosić o kawałek chlebka:)W oddali przy szlaku na Kościelec, dwie kozice śmignęły  po skałach. Cisza, słychać tylko  szum wody i Góry jak ze sobą ,,rozmawiaja” Tak bardzo chciałoby się TU zostać! Och…***Jednak ruszamy dalej, wyżej!..... Ileż tam można przeżyć wzruszeń będąc wysoko ponad chmurami.Nikt,kto nie był :) nie wie!,Placz?, bez powodu – którego nie da się wytłumaczyć…Dlaczego tak dziwnie oczy się pocą? Krtań zaciska , że nawet nie można śliny przełknąć?... i odwracam gdzieś głowę aby  Nikt tego nie widział, bo to jest przecież tylko Moje!:)Właśnie tam powstają  myśli,które nie wiadomo skąd nadlatują,nie wiadomo po co i nie ważne,jaki mają sens ..

 Gór nie sposób nie pokochać,jeśli się na nie weszło choć raz TAK wysoko gdzie :
już kosodrzewina do nóg się nie ściele,
skała ciągle od mgieł często tam goszczących w dotyku jest wilgotna,
tylko kępki traw,skąpane w rosie, ciągle muskane są wiatrem,
orły w locie nie na tle nieba,ale z góry się ogląda,
a obłoki pieszczą nie głowy,lecz stopy!:)
Tam wysoko Góry mnie na kolana powalają bo z  kolan te(*-*) CUDO (*-*) lepiej widać.A czy można nauczyć się tego Cuda na pamięć?......
serceserceserce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4847366,trackback

lipiec 2009r-toszkę inaczej:)cz.1

         Wyczerpująca,nocna podróż dobiega końca. ZAKOPANE!:) A tu wita Nas piękna pogoda, a otaczające, koooochane góry, wręcz zapraszają do siebieserceZakwaterowanie- apartament pierwsza klasa. -ale czy akurat jest nam to potrzebne? I tak całymi dniami Nas nie ma…:-]Nie ma nawet mowy o odpoczynku (zmęczenie? Jaaaakie Zmęczenie), ruszamy do miasta, układamy plan….

  Codzienność?:),,I to już jest koniec, jesteśmy Wolni możemy IŚĆ…”(*-*)

           6.00 Zrywamy się z łóżek,  dobrze, że wieczorkiem wszystko przygotowaliśmy. W pierwszy dzień postanowiliśmy , pojechać nową kolejką na Kasprowy ,a stamtąd spacerek na Kopę i Giewont (ponoć już czynny szlak) Ludzi mało . Udało się!Bileciki są! Słoneczko grzeje hm…? Ciekawe jak tam na górze?...chłodniej , ciepłe koszulki – przydatne. A co bardzo ważne moja odzyskana (długa historia) kochana,,ciapcia” , powędrowała na moją- jak zwykle- roztrzepaną czuprynę:-] Widok? Rany Julek! Niesamowicie przyjazny. Widać wręcz wszystko, wszystko Wszystko. Świnica aż woła, aby na nią zmierzać Nie, jutro! Dziś plan jest inny,poza tym już zaczyna się roić tam od mrówek. Wchodzimy na czerwony szlak.Idzie się przyjemnie, z jednej strony góry słowackie a z drugiej nasze:)Focia przy słupku- Konieczność!  albo przyzwyczajenie! Co chwila zdjęcia, ale jak ich nie robić,skoro krajobraz aż się prosi:) Jest przepięknie, nie da się tego opisać, tam trzeba po prostu być!Wysoko, jeszcze wyżej, bliżej nieba,poczuć się lekkim, wolnym, bez  żadnych trosk i w zapomnieniu( Osz, jaka szkoda, że nie ma tu jeszcze jednegotelefon,,ludzika”)Lada moment jesteśmy  przy Suchych Czubach, w dolinie śnieg-sesja zdjęciowa,,bałwankowa” dla mężusia, krótka przerwa na małe śniadanko i …Dalej. Przełęcz pod Kondracką Kopą - jak zwykle, docierając do Kopy pojawiają się chmury…idziemy w chmurach zero widoczności...ale uparcie zmierzamy ku górze. Yes! Jesteśmy ponad chmurami, taka cudna puchowa kołderka i my nad nią.:) Niebywałe…czuję się jak …anioło:-)( Osz, jaka szkoda, że nie ma tu jeszcze jednegotelefon,,ludzika”)parę foteczek i chmurki pomknęły w dół - osiadły przy dolinie. A my, mamy przed sobą ,,Rycerza”-.Pięknie się prezentuje...ochhh~!

        Nie czekamy długo, ruszamy,mijamy ,,mrówki” - Rany! Czyste wariactwo, jak można w ,,japonkach”mknąć po kamieniach itp,.?Co niektórzy rzeczywiście- ,,mają wyobraźnię” Jeszcze to, to pryszcz a jak bierze się 5 letnie dziecko na plecy i wspina po łańcuchach na Świnicę?- ale to już w innej ,,bajki"….buuuuuu

        No i jesteśmy tuż przed samym podejściem na Giewont …Rozczarowanie :-o Szlak zamknięty…O nie! Dziś niedziela …nic przecież nie robią, łamiemy zakaz- ups, ale wstyd :P , zresztą nie tylko my– wchodzimy- takie małe wdrapanko. Potem schodzimy przez mały Giewont, Grzybowiec, Doliną Grzybowiecką, po drodze odwiedzamy jeszcze wodospad Siklawicę –gdzie dajemy odpocząć stopom-, Sarnią Skałkę i… kurcze deszcz...Wracamy Doliną Białego.:-]A deszcz leje ……



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4808732,trackback

Sylwester...:)

 

2008r. - jaki był? Niewątpliwie , trudne pytanie.
 Były rzeczy dobre, oraz złe, każde z nich jakoś na nas wpłynęło.

   W każdej sekundzie życia człowiek się zmienia i doświadcza rzeczy dobrych oraz złych. Po dłuższym rozważaniu można dojść do wniosku, że każde doświadczenie, zarówno dobre jak i złe - poucza i daje wskazówki. Reasumując: wszystko, co się zdarza jest ważne, nawet widok spadającego liścia jesienią jest istotny dla naszej duszy.
Sylwester ? Warto było odbyć dość trudną i  długą podróż! Zawsze jest WARTO!!!:)Kto wie, może za rok, parę lat nie będzie mi dane ujrzeć tego zaczarowanego miejsca? ...ups....przecież nie chciałam smucić... :):)Nieistotne... , że było zimno, że padał śnieg i zmarzłam w stopy - Było Cudownie! Żeby nie wpychać się na Krupówki - okropne tłumy , zamówiliśmy ,,Murowańca". Słuszna decyzja. Ta magiczna noc wśród gór...ach... W każdej porze roku Tatry mają swój urok, a zima jest wręcz Bajeczna.:) Dotarliśmy do schroniska....A tam? Osz, jakie jadło :P
 - kotlet po chłopsku: ogromny kawałek schabu z kością (Super wyglądał) albo ..haha ... jeszcze nigdy nie jadłam tak pysznego ,,kurzego cycka" ...mniaaam. Góralska muzyczka - i nie tylko:) Zabawa przednia. Fajnie , że byliśmy z przyjaciółmi. Bożenko, Piotruś...Dziękuję Wam! Najatrakcyjniejsza część zaczęła się około północy, kiedy wszyscy wyszli z pochodniami .  Spacerkiem do Czarnego Stawu. Do tej pory czuję tą śnieżną górską i nocną aurę:)
      Postanowienia noworoczne - hmm... żeby ten nowy rok był lepszy od minionego pod każdym względem! Bez rozczarowań, niepowodzeń, bólu, łez.. Pełen szczęścia!
Gorzej było wracać. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość - spory ruch na "zakopiance" znacznie wydłużył powrót. Ale to co przeżyliśmy, co napełniło nasze serca , daje siłę chyba na cały rok:)....!!serce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,4253570,trackback

Śnieżka/ wrzesień

 

...chacha:-] to taki malutki,,pikuś"·, Ale widok z niej jest piękny...

Przybyliśmy do Karpacza.Pogoda - jak marzenie(*-*) - widać nie wielkie szczyty i już serducho zaczyna się uśmiechaćserce.Zwiedziliśmy malutkie ,,gęste" miasteczko:) -  to gościnne i urocze  miejsce. A na drugi dzień.......

          Ruszamy w drogę. Świeży, niepowtarzalny rześki czar powietrza, nakłania nas do rozkoszowania się tą chwilą, w sobie tylko znany sposób. Aż miło wspomnieć, jakie fantastyczne wyobrażenia niesie ze sobą ten moment, kiedy głęboko wciągamy dawkę czystego tlenu.Skierowalismy się w stronę wyciągu krzesełkowego.He... Nie należymy do osób, którzy rezygnują z trudów wspinaczki.Ale nikt z Nas nie żałuje, że zdał się na technikę, bowiem wjazd na Kopę to sama przyjemność.Śliczna pogoda pozwalała Nam podziwiać panoramę miasta i cieszyć oko górskimi widokami.:) Po kilkunasto minutowej spokojnej  jazdy, pewnym krokiem maszerujemy na Śnieżkę:-D i tu się nie oszczędzamy. Po około 40 minutach docieramy na szczyt:) Tu czeka na Nas grzany napój, ciepły posiłek,   cudowne widoki i...Na wysokości 1602 m. stoi kaplica, w której raz do roku ( 10.08.) odbywa się msza święta Po sesji fotograficznej  idziemy szlakiem  do  Strzechy Akademickiej,który prowadzi nas w stronę Samotni- cudnego zakątka , położonego nad malowniczym jeziorkiem.Potem niebieskim szlakiem zeszliśmy prosto do kościółka Vang, drewnianej ,,perełki" sprowadzonej z Norwegii.....

            Górski klimat tego zakątka sprawia, że  długo nie opuszcza Nas uzyskana tam energia a Nasz optymizm zaraża skutecznie wszystkich dookołaserce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3973070,trackback

,,Kozi....."maj 2008r. - tak króciutko

 

      Wyszliśmy , jak zwykle o świcie  -  jesteśmy zupełnie Sami:-) I już - szczyt. Powietrze przejrzyste jak kryształ. Jedynie na wschód, pod słońce, widać na tle zacienionych zboczy Hawrania, Szerokiej Jaworzyńskiej, Żabiego, i Gerlacha - poziome, na przemian jaśniejsze i ciemniejsze pasma porannego oparu. Wokół nas Tylko -  góry. Bliskie - Buczynowe Turnie, Granaty, Kościelec, Kozie Czuby, Świnica, Czerwone Wierchy. Dalsze - Mięgusze, Koprowy, Hruby, Krywań, Tatry Zachodnie. W dolinie Popradu mgły, nad nimi wyraźne, choć odległe, Niskie Tatry. Nad mgłami zalegającymi Podhale wystają jak wyspy - Babia Góra, Turbacz, Lubań. W Dolinie Gąsienicowej wspaniały, wielki Czarny Staw, o ciepłym odcieniu błękitu. Widać wszystkie pięć Stawów Polskich i szósty - Wole Oko, a przesuwające się w górę słońce roziskrza tańczącymi światełkami najpierw Przedni, potem Wielki Staw, ostro odbija się od mokrych plam w kosówce. Jest najpiękniej, jak być może, bo to wszystko jest prawdziwe, choć wygląda tak nierealnie. !!
Po dwóch godzinach grzania się w słońcu  idziemy jeszcze na Szpiglas. Przy szlaku, na dnie doliny, niezwykłe miejsce - zagłębienie, jak po wyschniętym stawku, dno pokryte pofalowaną, miękką zielenią mchów. Kolor jest niesamowity, żywo-wiosenny - aż by się człowiek chciał położyć i przytulić do tej ,,sierści". Ale nie będziemy ich gnieść przecież. :-]:-]:-]Podchodzimy w górę - za nami oświetlona słońcem szarość Świnicy.  Ta cudowna, granitowa szarość, która tak cudownie gra z błękitem nad granią. Wchodzimy w strefę cienia, łańcuchy, ale bezproblemowe. Na przełęczy pełno ,,mrówek", nawet nie zatrzymujemy się tam, od razu wchodzimy na wierch. Widok ciekawy - trójdzielny: Morskie Oko i Czarny Staw z jednej, spiętrzenia Mięguszów, potem z drugiej Niżny Staw Ciemnosmreczyński i porośnięte świerkami dno Koprowej Doliny, z trzeciej strony - Pięć Stawów, jakże inne niż oglądane z Koziego, bo rozbarwione słońcem, a nie pod światło.
Schodziliśmy Roztoką szczęśliwi, zachwyceni, przepełnieni wrażeniami.serce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3872790,trackback

...spacer w ...chmurach:) 2008r.

Góry to prawdziwa, absolutna wolność!.
Góry nie pytają, dla nich nic nie ma znaczenia. One trwają.!
A my możemy tylko próbować się zmierzyć ....
... z nimi....? .. Nie, z samym sobą...
Ach... Najlepsze te wędrówki, zapomnianymi szlakami,
najlepiej jesienią w galerii kolorów,
…i wiosną... kiedy cała natura budzi się do życia.....
KOCHAM GÓRY!!! To miłość na całe życie, jak już raz ulegnie się ich czarowi to nigdy się ich nie zapomni.:)

                 Kuźnice przywitały Nas sporymi pustkami. Po wyjściu z busa kroki skierowaliśmy od razu na niebieski szlak- ku Kościelcowi.:) Znajome zakręty, znajome punkty charakterystyczne, odejście szlaku na Nosal, zakręt na Boczaniu, wyjście ponad górną granicę lasu już na grzbiecie Skupniowego Upłazu... Można by tak długo wyliczać. Minęliśmy Karczmisko i na Królowych Rówienkach rozpoczęła się Nasza dzisiejsza przygoda z otoczeniem Doliny Gąsienicowej...:) To, co widziały oczy musiało być jednak uzupełniane przez wyobraźnię. Większość szczytów znajdowała się pośród szarych chmur nadając okolicy posępny i surowy klimat. Widok, może nie sielankowy,
bo dookoła sporo chmur zasłaniających słońce. Ale ciepło, bezwietrznie. Całkiem inny świat.:) Ostatnie zejście do schroniska - wówczas do oazy cywilizacji, w której chciało się przeczekać to, co natura tutaj wyprawiała. Dzisiaj tylko jako punkt przerwy i krótkiego odpoczynku przed wyjściem w wyższe partie Tatr. Trawersujemy zbocze Małego Kościelca, dochodzimy do moreny, za którą kryją się wody tego sporego stawu. Tutaj napotkamy śnieg, jednak miękki i niezbyt głęboki. Problemów z przejściem nie ma. Wkrótce ukazuje się  nam spokojna granatowo-czarna tafla stawu. Na wprost jeszcze widać spore białe pola śnieżne, szczególnie Dolinka Kozia i rejony położone pod ścianami Orlej Perci. Droga na Kościelec wygląda natomiast zachęcająco, nie zwlekamy długo i ruszamy zdobywać wysokośćJW dole z każdą chwilą zostaje coraz to mniejszy Czarny Gąsienicowy, wkrótce  odsłania się tutejsza grań, a chwilę później dość przepaścista przełęcz Karb. Spoglądamy uważnie w górę, Kościelec ciągle przykryty szarymi chmurami, ale sucha skała i brak śniegu zachęcają do dalszej wędrówki. Może się przejaśni, może wyjdziemy akurat ponad warstwę chmur. W górach nigdy nic nie wiadomo... Jasnoszare chmury wraz z ciemnoszarymi skałami tworzą teraz krajobraz naszej dalszej drogi. Jedynie czarne znaki szlaku wprowadzają dodatkowy kolor do otoczenia... I choć wydawać by się mogło, że cóż ciekawego może prezentować taka sceneria? Jednak dla mnie ma ona w sobie coś niezwykłego, myślę, że coś, co pozwala zapomnieć o cywilizacji a przenieść się w tak niecodzienne miejsce.:) I choć brak krajobrazów, szerokich panoram to jednak warto jest pójść i w takich warunkach gdzieś tam wyżej... Nie koniecznie góry muszą przedstawiać walory widokowe, ale mogą -jak dla mnie- przedstawiać pewne niezapomniane wrażenia, dać możliwość przeżycia czegoś jakże odmiennego, danego tylko tym nielicznym, którzy w takich warunkach zapuszczają się wyżej. Ważne, aby robić to świadomie, przekraczając, bowiem pewne granice bezpieczeństwa i rozwagi, zamiast ciekawych przeżyć możemy znaleźć się na krawędzi pomiędzy życiem a śmiertelnym niebezpieczeństwem.....serceserceserce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3759295,trackback

.......strach..?:)

                  Kto nie boi się góry nie powinien na nią wchodzić-kto nie boi się wody...nie powinien pływać Czy nie "strach" właśnie pozwala nam chodzić? Czy nie ON pozwala myśleć nad tym jak się zachować w górach?
Inna sprawa,kiedy góra nam zrobi niespodziankę ,wtedy strach się potęguje... 
             
                 Ten ogromny strach dopadł mnie kilkakrotnie ....
Kilka lat temu,kiedy postawiłam pierwsze kroki w Wysokich Tatrach i wydawałoby się ,że na śmiesznie łatwej ścieżce - bo od Kasprowego do Przeł.Kondrackiej dostałam autentycznego "zawirowania " w głowie...
Z jednej strony zielony stok opadający do Doliny Cichej , z drugiej strome urwiska w kierunku Goryczkowej a po środku wąska ścieżka...
Kiedy doszłam do przełęczy...cierpiałam na skrzywienie kręgosłupa w lewą stronę :lol: .Wolałam już "spadać" na tą zieloną trawkę...
Druga sytuacja "zmrożenia" krwi w żyłach dopadła mnie .....
Cudna pogoda-Zbójnicka zaliczona...
Zejście...
Nagle piorun z jasnego nieba bez "zwiastowania" czegokolwiek wcześniej
Ani do tyłu bo stamtąd nadchodziła burza,ani za bardzo do przodu...ani się schować bezpiecznie...
Zasuwam równo - takiego "przyspieszenia" to ja jeszcze nie miałam. Dochodzimy do miejsca w którym nagle zastała nas rwąca rzeka utworzona ze spływajacych potoków ze Sławkowskiego.No to...koniec świata...i gór...
W żaden sposób tej wody nie idzie przekroczyć. Slońce złośliwie się śmieje,a ja dumam nad sposobem.W tym momencie już na pewno wiedziałam,że LICZYĆ NALEŻY TYLKO NA SIEBIE ,co zresztą do tej pory staram się pamiętać.
Pokonałam  wodę sposobem:czyli w bród,w górę,na głazy wystające i skok na kosówkę.
Po drugiej stronie...kolana rzuciły mnie na ziemię ( jak te mrówki) - strach pokonał człowieka ... ale mnie to NIE ZATRZYMAŁO!!! itd.serce


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3744073,trackback

...z Morskim Okiem:) 2008r.

..Docieramy nad Morskie Oko. Na razie tu panuje niesamowity spokój - śniadanie spożywamy będąc chyba jedynymi w jadalni :) No poza obsługą oczywiście. Wychodzimy przed budynek, podchodzimy do barierki i obserwujemy lśniące częściowo w słońcu Morskie Oko. Pogoda jest wymarzona na górską wędrówkę. Jest ciepło, słonecznie, a na szlaku jest sucho. Ale czy tak będzie wyżej?Wchodzimy na żółty szlak.Początkowo idziemy przez las, jednak już po paru minutach wchodzimy w pasmo kosodrzewiny, początkowo okrążając od zachodu Morskie Oko, a później skręcając bardziej na zachód  i coraz to bardziej zdobywając wysokość. Niezywkle prezentuje się stąd szpiczasty Mnich. Idąc tu czuje się, że jest to miejsce położone w sercu Tatr Wysokich.W dole pozostaje wspomniane Morskie Oko, natomiast powoli odsłania się kocioł Czarnego Stawu pod Rysami wraz z samym stawem. Czarny Staw pozostaje jednak mocno w cieniu otoczony od południa i wschodu przez potężne szczyty. Gdzieniegdzie widać ściekające strugi po skałach o południowej wystawie. Jest po prostu niesamowicie - chciałoby się tu pozostać na dłużej. Mijamy Stawki Staszica zostawiając po lewej Mnicha, który stąd już nie jest taki szpiczasty. Im jesteśmy bliżej właściwego podejścia tym szlak wygląda gorzej. Teraz  ja..zaczynam się już ślizgać miejscami dość mocno - chyba jednak nie zdobędę dziś tej przełęczy.a jednak ?....skręcamy w lewo:) Ścieżka jest tu dość wygodna Odwracam się i od razu wyciągam aparat :odsłaniają się widoki na Dolinę Pięciu Stawów Polskich i na część grani Orlej Perci. Szczerze ,  jednak widok w stronę od której przyszliśmy robi na mnie dużo większe wrażenie. Piękna panorama rozciąga się właściwie wokół całych 360 stopni. Siadam tutaj na chwilę, gdyż rzadko bywa się w tak pięknych miejscach. Do dzisiejszego dnia uważam że jest to jeden z ładniejszych punktów widokowych w Tatrach. Jedyne co mi tutaj przeszkadza to bardzo silny i naprawdę zimny wiatr. Siedząc tak dręczy mnie też myśl - kiedy będę po raz kolejny w Tatrach ..?. Cóź szkoda, ostatnie spojrzenia na Świnicę, Zawrat i potężny Kozi Wierch no i zaczynamy powrót. Na Polanie Włosienica żegnam wzrokiem Mięguszowieckie szczyty i całe wysokogórskie otoczenie Doliny Rybiego Potoku. W tym wypadku warto się pocieszyć, że czas szybko płynie i pewnie niebawem znowu się tutaj pojawię... serce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3604758,trackback

...a Krzyżne?:) - 2008r.

Tym razem Ruszamy na szlak na Krzyżne.Od Roztoki obłoczki mgły próbują wspiąć się po zboczach Wołoszyna i Świstówki.Na szlaku widzimy sporo śladów kozic, jesteśmy dobrej myśli. Zakosami podchodzimy na przełęcz, co chwilę przystając, żeby zrobić zdjęcie. W pewnym momencie w sąsiednim żlebie spada kamień. Czekamy w ciszy, uważnie wpatrując się w oddzielające nas od żlebu skały. Jest! na moment ukazuje się głowa kozicy. Znika. Po chwili widać ją całą, stoi majestatycznie na skale. Obok niespodzianka, nasza towarzyszka okazuje się być matką z dzieckiem. Dorosła kozica zauważa nas, próbuje  dać do zrozumienia, żebyśmy się nie zbliżali. Wydaje z siebie bardzo dziwny dźwięk, coś jakby mieszanina syku łabędzicy z krzykiem drapieżnego ptaka. Jesteśmy naprawdę zaskoczeni, dźwięk robi wrażenie. Ruszamy dalej.Na przełęczy jesteśmy oczywiście sami, mamy Góry tylko dla siebie. Chmury zbierają się nad szczytami, widać że pogoda się zmieni. Delektujemy się widokami z przełęczy, w końcu wiatr wygania nas  w dalszą drogę. Idziemy dalej. W świetnym nastroju, rozpieszczeni przez kozice wypatrujemy się wśród skał świstaka Niestety limit bliskich spotkań wyczerpany Dalej na szlaku  spotykamy małe grupki turystów zmierzających w górę w stronę przełęczy. Pogoda zmienia się coraz bardziej, chmury stopniowo przysłaniają grań. Jest co podziwiać. Przy Murowańcu tłum turystów. Krótki posiłek i trzeba ruszać. Powyżej Betlejemki ostatnie upajanie oczu odsłoniętą ponownie Orlą, Świnicą, Kościelcem, Żółtą Turnią. Kilka minut później wchodzimy w pas mokrej mgły.W szybkim tempie uciekamy w dół. Na rozwidleniu szlaków wybieramy żółty ....serce

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3601648,trackback

..Słowacja:) 2007r.

Pobyt  na Słowacji powitał nas jasno świecącymi promieniami słońca.Jesteśmy z mężem podekscytowani czy tym razem uda się nam wejść na szczyt. Piękna pogoda rankiem nie daje gwarancji, że będzie tak do godzin popołudniowych. Ruszamy drogą asfaltową w górę. Przypomina mi ona drogę do Morskiego Oka – może ze względu na asfalt – ruch na niej jednak mały i jest o wiele krótsza (ok. 40 minut spokojnym krokiem). Gdzieś w połowie drogi mijamy płynący tu potok, pokonujemy kilka serpentyn, mijamy początek żółtego szlaku prowadzący na Symboliczny Cmentarz tych, którzy zginęli w Tatrach (zachęcam do przejścia tym szlakiem – budzi się wiele refleksji czytając kolejne pamiątkowe tablice). Docieramy do miejsca, gdzie ma swój początek szlak na Koprowy Wierch i Rysy. Jak zawsze z podziwem patrzymy na tych, którzy zabierają na swe plecy towar, by zanieść go do schroniska pod Wagą. Tym razem byli to sportowcy z klubu słowackiego. Idziemy kawałek lasem, później kosodrzewiną, przecinamy wody Mieguszowieckiego Potoku, aż do rozdzielenia się szlaków. Czerwony prowadzi na Rysy, my niebieskim na Koprowy. Początkowo szlak nas rozpieszcza będąc prawie płaski, lecz wkrótce po minięciu Hińczowego Potoku pnie się stromo do góry, aż do Hińczowych Stawów. Nie sposób nie zatrzymywać się co jakiś czas, by podziwiać widoki. Po lewej stronie pięknie prezentuje się Grań Baszt, w głębi widać Dolinkę Szatanową ze swymi piargami. Szlak prowadzi zakosami i naszym oczom ukazuje się po drugiej stronie w drugiej linii w całej swej okazałości Kopa Popradzka, Czeski Szczyt i Rysy. Natomiast pierwsza linia pasma już w górnej części dolinki to Wołowiec Mięguszowiecki. Osiągamy próg doliny i Mięguszowieckie Szczyty z Cubryną pokazują całą swą potęgę. Wkrótce dochodzimy do Hińczowego Wielkiego Stawu, który jak zawsze mieni się pięknymi odcieniami turkusu. W czasie przerwy Mięgusze i Przełęcz pod Chłopkiem mają swą sesję fotograficzną – są bardzo wdzięcznymi obiektami! Ruszamy na Koprową Przełęcz Wyżnią. Ze szlaku widać oba Stawy Hińczowe Mały i Wielki. Znów zakosy, ale nawet nie męczące. Stajemy na Przełęczy, a ja powracam myślami do wspomnień z zeszłego roku. Dnia 28 sierpnia minionego roku dotarliśmy tutaj z mężem, by wejść na Koprowy. Nie było to możliwe, gdyż 30-centymetrowa warstwa śniegu dokładnie zakryła szlak i znaki, a mgła nie pozwalała widzieć dalej niż na 5 metrów. Było przeraźliwie zimno, wiał ostry i przenikliwy wiatr, tabliczki informacyjne były pokryte szronem i lodem. Wtedy zeszliśmy Doliną Hlińską (szlak również nie był przez jakiś czas widoczny, lecz łatwiej było się domyślić, gdzie może prowadzić droga) i Koprową do Trzech Studniczek, by z powrotem kolejnymi szlakami dotrzeć przez Szczyrbskie Pleso do Plesa Popradzkiego. Ale tak było rok temu! W tym roku Przełęcz Koprowa witała nas słoneczną pogodą i roztaczała widoki na kolejne pasma i szczyty. Koprowy wydawało się, że jest w zasięgu wzroku. Ale to tylko złudzenie – po dojściu na widocznyz przełęczy szczyt, okazuje się, że Koprowy Wierch jest troszkę dalej. Aby do niego dojść należy przejść przez kamienistą dróżkę mającą po obu stronach urwiska. Widok tej drogi obudził mój lęk i nie podjęłam jej próby przejścia. Na szczyt Koprowego Wierchu wszedł mój Dziubuś.:) Zachodzi pytanie: czy warto tak mozolnie piąć się tak długi czas, by odpuścić sobie wejście na szczyt? Odpowiedź: WARTO! Trochę żal, że mam takie ograniczenia, ale z drugiej strony dla mnie jest ważne, że aż tak wysoko weszłam i nie chcę być może pogrywać ze swym lękiem – czasem się mu poddaję, ale by za jakiś czas być może w innej sytuacji nie dać mu za wygraną! Ja ze swego miejsca patrzę na Krywań wyłaniający się za Muru Hrubego, próbuję znaleźć Hlińską Turnię i Szczyrbski Szczyt. Z drugiej strony widzę Mięgusze. Natomiast Koprowy zasłania mi to, co było dane zobaczyć mężowi: Świnicę z Orlą Percią (a w dali nawet widoczne były Czerwone Wierchy i Giewont), Szpiglasową, no i oczywiście Ciemnosmreczyńkie Stawy Wyżni i Niżni. Nasyceni widokami i pełni wrażeń wracamy.serce

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3600604,trackback

....na Giewont:)- 2002r.

 Mój Dziubusiek, specjalnie nie przepada za tym szczytem, ale jego kochane Słoneczko - ja:)chciało zobaczyć jak wygląda Rycerz z baaardzo bliska.Cudnie - pusto, pogoda piękna. Po niedługim marszu, w blasku porannego słońca ukazała się nam w swojej krasie Wielka Polana. Byliśmy tu zupełnie sami - tylko my, dywany polnych roślin, przesycony zielenią las i ta cisza zmącona tylko szumem koron drzew. Takie miejsca kocham najbardziej! Dalej szlak prowadzi przez las, potem kawałeczek słabo oznakowanym żlebem ( uwaga na osuwające się kamyki), aż w końcu bardzo przyjemną ścieżynką wijącą się wśród kosodrzewiny. Dla początkujących tuptusiów - szlak może być ciut męczacy, ale droga mija przyjemnie, nie spieszymy się. Na Kondrackiej Przełęczy troszkę ludzi, ale jak na tę porę roku naprawdę niezbyt dużo. Na pewno ze względu na godzinę (przed 10). Za naszymi plecami mróweczki ciągną na szczyt, więc i my za nimi. Na Wyż. Kondrackiej Przełęczy postanowiliśmy zrobić sobie krótki odpoczynek połączony ze śniadankiem, po czym ruszyliśmy. Wdrapaliśmy się! Yees! - mamy Giewont!:)Przy zejściu już kolejeczka. Idziemy wolniutko, słonko przygrzewa, tłumek na łańcuchach gęstnieje.
Podczas podejścia na Kopę nawiązujemy rozmowę z sympatycznym częstochowianinem. On również zdobył Giewont tylko od strony Piekiełka, ponieważ w schronisku zostawił żonę ze swoimi dziewczynami. Dalej idziemy dalej wymieniając się wrażeniami. Słuchamy o samotnej wyprawie -Grzesia- sprzed paru dni na Rysy i tak osiągamy Kopę. A tu wieje jak diabli! Podziwiamy Czerwone Wierchy, fragment słowackiej Cichej Doliny i szczyty naszych zachodnich Tatr.Wycieczka piękna! W odróżnieniu od trasy przez Piekiełko, od strony Doliny Małej Łąki można iść spokojnie, nie spotykając prawie nikogo po drodze.serce


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3600533,trackback

.....z Mordziakiem:) - 2000r.

Po długiej podróży pociągiem Zakopane przywitało nas rześkim słonecznym porankiem. Po znalezieniu noclegu i szybkiej toalecie ruszamy w dolinę Kościeliską ( ja -bardzo stęskniona gór, Dziubuś jak zawsze z pewnym sceptycyzmem i nasza osmiolatka - Dzielny Mordziak).W planach jest na rozgrzewkę jaskinia Raptawicka.Skręcamy ostro w górę czarnym szlakiem. Zapomniałam już jak śliskie są tu kamienie, wchodzi się jak po bryłach lodu.Mordziak czujnie prowadzona,znosi bez żadnego jęku- uparty maluch:) Dość szybko docieramy pod ściankę prowadzącą do Raptawickiej.Kilka głębszych wdechów i ruszamy w górę.Dziubuś pierwszy,  z Mordziaczkiem i w razie czego ma mi pokazywać jak iść.W praktyce oczywiście go nie słucham i zamiast łańcucha uparcie przytrzymuje się skał. Wydają mi się pewniejsze. Jeszcze tylko przełożyć nogę i pare kroków w dół po drabince. Jesteśmy na dnie jaskini. Cóż za przyjemny chłodzik. Z latarkami wchodzimy w każdy kąt, w który możemy wetknąć nasze ciekawskie nosy. Jaskinia ciekawa ale niezbyt duża więc po obejrzeniu jej wzdłuż i w szerz wyłazimy na powierzchnię. My zachęceni urokami Raptawickiej postanawiamy odwiedzić jeszcze Wąwóz Kraków. Nigdy tam nie byłam a jest pięknie. Nasze zwiedzanie kończymy na przejsciu Smoczej Jamy. Tu jest troche mniej ciekawie. Przy ciągłej konieczności trzymania się łańcucha i kolejce ludzi za nami trudno czemukolwiek się przyjrzeć. Dzień jednak zaliczamy do bardzo udanych i zadowoleni wracamy na nocleg.serce


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3600281,trackback

Tylko My...:) - 2000r

 Godzina 4:00 - budzik wygrywa znielubianą już przeze mnie melodyjkę (jak to z budzikami bywa ;-) ). Czas się zbierać Z Zakopianki, w okolicach Rdzawki naszym oczom ukazuje się ten obraz, na który długo czekaliśmy-Tatry.Ruszamy z buta w stronę dolnej stacji kolejki na Kasprowy – Przemierzamy mostek nad Bystrą i kierujemy się Doliną Jaworzynki do Murowańca.Docieramy do schroniska – tam śniadanko (w towarzystwie szykujących się do wspinaczki łojantów) i w drogę – nad Czarny Staw. Po drodze decydujemy, że zaczniemy od Zawratu Dochodzimy na Zawrat – chwilka oddechu. ,,Dziubuś"z uśmiechem przyjmuje moje „idziemy dalej” Big Grin – no to idziemy.Kawałek granią, kawałek tuż koło grani – czuć powietrze pod łokciami, przestrzeń ogarniającą nas – coś wspaniałego :-) Wdrapujemy się na Mały Kozi – na Kościelec powoli zaczynają wstępować karawany „mrówek”, widzimy też łojantów na Zadnim Kościelcu. Mijamy kolejne czerwone znaczki szlaku, palce penetrują skałę szukając zaczepu, to znów zaciskają się na łańcuchach; płuca pełne wiatru, w oczach grają barwy granitowych turni, błękitu nieba i...szarości jednej chmury (która troszkę się nam nie podoba, ale póki co nie zapowiada raczej nic groźnego na najbliższe chwile) , a w sercu radość bycia tu i teraz! Płyta Zamarłej Turni znów pokazuje mi się w swym majestacie

 Pobyt w Tatrach. To jest cudowne mieć tak dookoła siebie Tę wspaniałą przyrodę wysokogórską .Przyjemnie jest się tym smakiem otaczającego krajobrazu podelektować. serce



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3600235,trackback

Galerie

o tej stronce

,,Witajcie, kochane góry, O, witaj droga ma rzeko! I oto znów jestem z wami, A byłem tak daleko! Dzielili mnie od was ludzie, Wrzaskliwy rozgwar miasta, I owa śmieszna cierpliwość, Co z w...

więcej...

,,Witajcie, kochane góry, O, witaj droga ma rzeko! I oto znów jestem z wami, A byłem tak daleko! Dzielili mnie od was ludzie, Wrzaskliwy rozgwar miasta, I owa śmieszna cierpliwość, Co z wyrzeczenia wyrasta."

schowaj...

Bloguj.net
trwa inicjalizacja, prosze czekac...dodatki na bloga
Radio Life

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to