
***Kochać to śnić na jawie...Niby stąpając po ziemi-Dotykać nieba prawie...Perły porannej rosy W naszyjniki zbierać..Barwne słońce gasić,By zapalić księżyc ...Spod zamkniętych powiek,Niczego nie widząc,Wszystko wkoło widzieć...Nawet gdy drugie serce Błądzi gdzieś w rozterce..Bo prawdziwa miłość Nas o zdanie nie pyta...Czy zimą,czy w lecie-Jawę ze snem plecie...***
Dziś zdobywamy Zawrat i przechodzimy przez Orlą Perć…….Wychodzimy bardzo wcześnie. Nie pada , zero wiatru , słoneczko już grzeje Super! W mgnieniu oka jesteśmy już przy Czarnym Stawie Gąsienicowym. Woda przejrzysta, widać jak rybki ,,w berka się bawią”
a kaczuszki, przychodzą wręcz pod nogi- prosić o kawałek chlebka:)W oddali przy szlaku na Kościelec, dwie kozice śmignęły po skałach. Cisza, słychać tylko szum wody i Góry jak ze sobą ,,rozmawiaja” Tak bardzo chciałoby się TU zostać! Och…***Jednak ruszamy dalej, wyżej!..... Ileż tam można przeżyć wzruszeń będąc wysoko ponad chmurami.Nikt,kto nie był :) nie wie!,Placz?, bez powodu – którego nie da się wytłumaczyć…Dlaczego tak dziwnie oczy się pocą? Krtań zaciska , że nawet nie można śliny przełknąć?... i odwracam gdzieś głowę aby Nikt tego nie widział, bo to jest przecież tylko Moje!:)Właśnie tam powstają myśli,które nie wiadomo skąd nadlatują,nie wiadomo po co i nie ważne,jaki mają sens ..
Gór nie sposób nie pokochać,jeśli się na nie weszło choć raz TAK wysoko gdzie :
już kosodrzewina do nóg się nie ściele,
skała ciągle od mgieł często tam goszczących w dotyku jest wilgotna,
tylko kępki traw,skąpane w rosie, ciągle muskane są wiatrem,
orły w locie nie na tle nieba,ale z góry się ogląda,
a obłoki pieszczą nie głowy,lecz stopy!:)
Tam wysoko Góry mnie na kolana powalają bo z kolan te
CUDO
lepiej widać.A czy można nauczyć się tego Cuda na pamięć?......


Wyczerpująca,nocna podróż dobiega końca. ZAKOPANE!:) A tu wita Nas piękna pogoda, a otaczające, koooochane góry, wręcz zapraszają do siebie
Zakwaterowanie- apartament pierwsza klasa. -ale czy akurat jest nam to potrzebne? I tak całymi dniami Nas nie ma…
Nie ma nawet mowy o odpoczynku (zmęczenie? Jaaaakie Zmęczenie), ruszamy do miasta, układamy plan….
Codzienność?:),,I to już jest koniec, jesteśmy Wolni możemy IŚĆ…”
6.00 Zrywamy się z łóżek, dobrze, że wieczorkiem wszystko przygotowaliśmy. W pierwszy dzień postanowiliśmy , pojechać nową kolejką na Kasprowy ,a stamtąd spacerek na Kopę i Giewont (ponoć już czynny szlak) Ludzi mało . Udało się!Bileciki są! Słoneczko grzeje hm…? Ciekawe jak tam na górze?...chłodniej , ciepłe koszulki – przydatne. A co bardzo ważne moja odzyskana (długa historia) kochana,,ciapcia” , powędrowała na moją- jak zwykle- roztrzepaną czuprynę
Widok? Rany Julek! Niesamowicie przyjazny. Widać wręcz wszystko, wszystko Wszystko. Świnica aż woła, aby na nią zmierzać Nie, jutro! Dziś plan jest inny,poza tym już zaczyna się roić tam od mrówek. Wchodzimy na czerwony szlak.Idzie się przyjemnie, z jednej strony góry słowackie a z drugiej nasze:)Focia przy słupku- Konieczność! albo przyzwyczajenie! Co chwila zdjęcia, ale jak ich nie robić,skoro krajobraz aż się prosi:) Jest przepięknie, nie da się tego opisać, tam trzeba po prostu być!Wysoko, jeszcze wyżej, bliżej nieba,poczuć się lekkim, wolnym, bez żadnych trosk i w zapomnieniu( Osz, jaka szkoda, że nie ma tu jeszcze jednego
,,ludzika”)Lada moment jesteśmy przy Suchych Czubach, w dolinie śnieg-sesja zdjęciowa,,bałwankowa” dla mężusia, krótka przerwa na małe śniadanko i …Dalej. Przełęcz pod Kondracką Kopą - jak zwykle, docierając do Kopy pojawiają się chmury…idziemy w chmurach zero widoczności...ale uparcie zmierzamy ku górze. Yes! Jesteśmy ponad chmurami, taka cudna puchowa kołderka i my nad nią.:) Niebywałe…czuję się jak …anioł
( Osz, jaka szkoda, że nie ma tu jeszcze jednego
,,ludzika”)parę foteczek i chmurki pomknęły w dół - osiadły przy dolinie. A my, mamy przed sobą ,,Rycerza”-.Pięknie się prezentuje...ochhh~!
Nie czekamy długo, ruszamy,mijamy ,,mrówki” - Rany! Czyste wariactwo, jak można w ,,japonkach”mknąć po kamieniach itp,.?Co niektórzy rzeczywiście- ,,mają wyobraźnię” Jeszcze to, to pryszcz a jak bierze się 5 letnie dziecko na plecy i wspina po łańcuchach na Świnicę?- ale to już w innej ,,bajki"….buuuuuu
No i jesteśmy tuż przed samym podejściem na Giewont …Rozczarowanie
Szlak zamknięty…O nie! Dziś niedziela …nic przecież nie robią, łamiemy zakaz- ups, ale wstyd :P , zresztą nie tylko my– wchodzimy- takie małe wdrapanko. Potem schodzimy przez mały Giewont, Grzybowiec, Doliną Grzybowiecką, po drodze odwiedzamy jeszcze wodospad Siklawicę –gdzie dajemy odpocząć stopom-, Sarnią Skałkę i… kurcze deszcz...Wracamy Doliną Białego.
A deszcz leje ……
2008r. - jaki był? Niewątpliwie , trudne pytanie.
Były rzeczy dobre, oraz złe, każde z nich jakoś na nas wpłynęło.
W każdej sekundzie życia człowiek się zmienia i doświadcza rzeczy dobrych oraz złych. Po dłuższym rozważaniu można dojść do wniosku, że każde doświadczenie, zarówno dobre jak i złe - poucza i daje wskazówki. Reasumując: wszystko, co się zdarza jest ważne, nawet widok spadającego liścia jesienią jest istotny dla naszej duszy.
Sylwester ? Warto było odbyć dość trudną i długą podróż! Zawsze jest WARTO!!!:)Kto wie, może za rok, parę lat nie będzie mi dane ujrzeć tego zaczarowanego miejsca? ...ups....przecież nie chciałam smucić... :):)Nieistotne... , że było zimno, że padał śnieg i zmarzłam w stopy - Było Cudownie! Żeby nie wpychać się na Krupówki - okropne tłumy , zamówiliśmy ,,Murowańca". Słuszna decyzja. Ta magiczna noc wśród gór...ach... W każdej porze roku Tatry mają swój urok, a zima jest wręcz Bajeczna.:) Dotarliśmy do schroniska....A tam? Osz, jakie jadło :P
- kotlet po chłopsku: ogromny kawałek schabu z kością (Super wyglądał) albo ..haha ... jeszcze nigdy nie jadłam tak pysznego ,,kurzego cycka" ...mniaaam. Góralska muzyczka - i nie tylko:) Zabawa przednia. Fajnie , że byliśmy z przyjaciółmi. Bożenko, Piotruś...Dziękuję Wam! Najatrakcyjniejsza część zaczęła się około północy, kiedy wszyscy wyszli z pochodniami . Spacerkiem do Czarnego Stawu. Do tej pory czuję tą śnieżną górską i nocną aurę:)
Postanowienia noworoczne - hmm... żeby ten nowy rok był lepszy od minionego pod każdym względem! Bez rozczarowań, niepowodzeń, bólu, łez.. Pełen szczęścia!
Gorzej było wracać. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość - spory ruch na "zakopiance" znacznie wydłużył powrót. Ale to co przeżyliśmy, co napełniło nasze serca , daje siłę chyba na cały rok:)....

...chacha
to taki malutki,,pikuś"·, Ale widok z niej jest piękny...
Przybyliśmy do Karpacza.Pogoda - jak marzenie
- widać nie wielkie szczyty i już serducho zaczyna się uśmiechać
.Zwiedziliśmy malutkie ,,gęste" miasteczko:) - to gościnne i urocze miejsce. A na drugi dzień.......
Ruszamy w drogę. Świeży, niepowtarzalny rześki czar powietrza, nakłania nas do rozkoszowania się tą chwilą, w sobie tylko znany sposób. Aż miło wspomnieć, jakie fantastyczne wyobrażenia niesie ze sobą ten moment, kiedy głęboko wciągamy dawkę czystego tlenu.Skierowalismy się w stronę wyciągu krzesełkowego.He... Nie należymy do osób, którzy rezygnują z trudów wspinaczki.Ale nikt z Nas nie żałuje, że zdał się na technikę, bowiem wjazd na Kopę to sama przyjemność.Śliczna pogoda pozwalała Nam podziwiać panoramę miasta i cieszyć oko górskimi widokami.:) Po kilkunasto minutowej spokojnej jazdy, pewnym krokiem maszerujemy na Śnieżkę
i tu się nie oszczędzamy. Po około 40 minutach docieramy na szczyt:) Tu czeka na Nas grzany napój, ciepły posiłek, cudowne widoki i...Na wysokości 1602 m. stoi kaplica, w której raz do roku ( 10.08.) odbywa się msza święta Po sesji fotograficznej idziemy szlakiem do Strzechy Akademickiej,który prowadzi nas w stronę Samotni- cudnego zakątka , położonego nad malowniczym jeziorkiem.Potem niebieskim szlakiem zeszliśmy prosto do kościółka Vang, drewnianej ,,perełki" sprowadzonej z Norwegii.....
Górski klimat tego zakątka sprawia, że długo nie opuszcza Nas uzyskana tam energia a Nasz optymizm zaraża skutecznie wszystkich dookoła
Wyszliśmy , jak zwykle o świcie - jesteśmy zupełnie Sami
I już - szczyt. Powietrze przejrzyste jak kryształ. Jedynie na wschód, pod słońce, widać na tle zacienionych zboczy Hawrania, Szerokiej Jaworzyńskiej, Żabiego, i Gerlacha - poziome, na przemian jaśniejsze i ciemniejsze pasma porannego oparu. Wokół nas Tylko - góry. Bliskie - Buczynowe Turnie, Granaty, Kościelec, Kozie Czuby, Świnica, Czerwone Wierchy. Dalsze - Mięgusze, Koprowy, Hruby, Krywań, Tatry Zachodnie. W dolinie Popradu mgły, nad nimi wyraźne, choć odległe, Niskie Tatry. Nad mgłami zalegającymi Podhale wystają jak wyspy - Babia Góra, Turbacz, Lubań. W Dolinie Gąsienicowej wspaniały, wielki Czarny Staw, o ciepłym odcieniu błękitu. Widać wszystkie pięć Stawów Polskich i szósty - Wole Oko, a przesuwające się w górę słońce roziskrza tańczącymi światełkami najpierw Przedni, potem Wielki Staw, ostro odbija się od mokrych plam w kosówce. Jest najpiękniej, jak być może, bo to wszystko jest prawdziwe, choć wygląda tak nierealnie. 
Po dwóch godzinach grzania się w słońcu idziemy jeszcze na Szpiglas. Przy szlaku, na dnie doliny, niezwykłe miejsce - zagłębienie, jak po wyschniętym stawku, dno pokryte pofalowaną, miękką zielenią mchów. Kolor jest niesamowity, żywo-wiosenny - aż by się człowiek chciał położyć i przytulić do tej ,,sierści". Ale nie będziemy ich gnieść przecież. ![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile42.gif)
![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile42.gif)
Podchodzimy w górę - za nami oświetlona słońcem szarość Świnicy. Ta cudowna, granitowa szarość, która tak cudownie gra z błękitem nad granią. Wchodzimy w strefę cienia, łańcuchy, ale bezproblemowe. Na przełęczy pełno ,,mrówek", nawet nie zatrzymujemy się tam, od razu wchodzimy na wierch. Widok ciekawy - trójdzielny: Morskie Oko i Czarny Staw z jednej, spiętrzenia Mięguszów, potem z drugiej Niżny Staw Ciemnosmreczyński i porośnięte świerkami dno Koprowej Doliny, z trzeciej strony - Pięć Stawów, jakże inne niż oglądane z Koziego, bo rozbarwione słońcem, a nie pod światło.
Schodziliśmy Roztoką szczęśliwi, zachwyceni, przepełnieni wrażeniami.
Góry to prawdziwa, absolutna wolność!.
Góry nie pytają, dla nich nic nie ma znaczenia. One trwają.!
A my możemy tylko próbować się zmierzyć ....
... z nimi....? .. Nie, z samym sobą...
Ach... Najlepsze te wędrówki, zapomnianymi szlakami,
najlepiej jesienią w galerii kolorów,
…i wiosną... kiedy cała natura budzi się do życia.....
KOCHAM GÓRY!!! To miłość na całe życie, jak już raz ulegnie się ich czarowi to nigdy się ich nie zapomni.:)
Kuźnice przywitały Nas sporymi pustkami. Po wyjściu z busa kroki skierowaliśmy od razu na niebieski szlak- ku Kościelcowi.:) Znajome zakręty, znajome punkty charakterystyczne, odejście szlaku na Nosal, zakręt na Boczaniu, wyjście ponad górną granicę lasu już na grzbiecie Skupniowego Upłazu... Można by tak długo wyliczać. Minęliśmy Karczmisko i na Królowych Rówienkach rozpoczęła się Nasza dzisiejsza przygoda z otoczeniem Doliny Gąsienicowej...:) To, co widziały oczy musiało być jednak uzupełniane przez wyobraźnię. Większość szczytów znajdowała się pośród szarych chmur nadając okolicy posępny i surowy klimat. Widok, może nie sielankowy,
bo dookoła sporo chmur zasłaniających słońce. Ale ciepło, bezwietrznie. Całkiem inny świat.:) Ostatnie zejście do schroniska - wówczas do oazy cywilizacji, w której chciało się przeczekać to, co natura tutaj wyprawiała. Dzisiaj tylko jako punkt przerwy i krótkiego odpoczynku przed wyjściem w wyższe partie Tatr. Trawersujemy zbocze Małego Kościelca, dochodzimy do moreny, za którą kryją się wody tego sporego stawu. Tutaj napotkamy śnieg, jednak miękki i niezbyt głęboki. Problemów z przejściem nie ma. Wkrótce ukazuje się nam spokojna granatowo-czarna tafla stawu. Na wprost jeszcze widać spore białe pola śnieżne, szczególnie Dolinka Kozia i rejony położone pod ścianami Orlej Perci. Droga na Kościelec wygląda natomiast zachęcająco, nie zwlekamy długo i ruszamy zdobywać wysokośćJW dole z każdą chwilą zostaje coraz to mniejszy Czarny Gąsienicowy, wkrótce odsłania się tutejsza grań, a chwilę później dość przepaścista przełęcz Karb. Spoglądamy uważnie w górę, Kościelec ciągle przykryty szarymi chmurami, ale sucha skała i brak śniegu zachęcają do dalszej wędrówki. Może się przejaśni, może wyjdziemy akurat ponad warstwę chmur. W górach nigdy nic nie wiadomo... Jasnoszare chmury wraz z ciemnoszarymi skałami tworzą teraz krajobraz naszej dalszej drogi. Jedynie czarne znaki szlaku wprowadzają dodatkowy kolor do otoczenia... I choć wydawać by się mogło, że cóż ciekawego może prezentować taka sceneria? Jednak dla mnie ma ona w sobie coś niezwykłego, myślę, że coś, co pozwala zapomnieć o cywilizacji a przenieść się w tak niecodzienne miejsce.:) I choć brak krajobrazów, szerokich panoram to jednak warto jest pójść i w takich warunkach gdzieś tam wyżej... Nie koniecznie góry muszą przedstawiać walory widokowe, ale mogą -jak dla mnie- przedstawiać pewne niezapomniane wrażenia, dać możliwość przeżycia czegoś jakże odmiennego, danego tylko tym nielicznym, którzy w takich warunkach zapuszczają się wyżej. Ważne, aby robić to świadomie, przekraczając, bowiem pewne granice bezpieczeństwa i rozwagi, zamiast ciekawych przeżyć możemy znaleźć się na krawędzi pomiędzy życiem a śmiertelnym niebezpieczeństwem.....



..Docieramy nad Morskie Oko. Na razie tu panuje niesamowity spokój - śniadanie spożywamy będąc chyba jedynymi w jadalni :) No poza obsługą oczywiście. Wychodzimy przed budynek, podchodzimy do barierki i obserwujemy lśniące częściowo w słońcu Morskie Oko. Pogoda jest wymarzona na górską wędrówkę. Jest ciepło, słonecznie, a na szlaku jest sucho. Ale czy tak będzie wyżej?Wchodzimy na żółty szlak.Początkowo idziemy przez las, jednak już po paru minutach wchodzimy w pasmo kosodrzewiny, początkowo okrążając od zachodu Morskie Oko, a później skręcając bardziej na zachód i coraz to bardziej zdobywając wysokość. Niezywkle prezentuje się stąd szpiczasty Mnich. Idąc tu czuje się, że jest to miejsce położone w sercu Tatr Wysokich.W dole pozostaje wspomniane Morskie Oko, natomiast powoli odsłania się kocioł Czarnego Stawu pod Rysami wraz z samym stawem. Czarny Staw pozostaje jednak mocno w cieniu otoczony od południa i wschodu przez potężne szczyty. Gdzieniegdzie widać ściekające strugi po skałach o południowej wystawie. Jest po prostu niesamowicie - chciałoby się tu pozostać na dłużej. Mijamy Stawki Staszica zostawiając po lewej Mnicha, który stąd już nie jest taki szpiczasty. Im jesteśmy bliżej właściwego podejścia tym szlak wygląda gorzej. Teraz ja..zaczynam się już ślizgać miejscami dość mocno - chyba jednak nie zdobędę dziś tej przełęczy.a jednak ?....skręcamy w lewo:) Ścieżka jest tu dość wygodna Odwracam się i od razu wyciągam aparat :odsłaniają się widoki na Dolinę Pięciu Stawów Polskich i na część grani Orlej Perci. Szczerze , jednak widok w stronę od której przyszliśmy robi na mnie dużo większe wrażenie. Piękna panorama rozciąga się właściwie wokół całych 360 stopni. Siadam tutaj na chwilę, gdyż rzadko bywa się w tak pięknych miejscach. Do dzisiejszego dnia uważam że jest to jeden z ładniejszych punktów widokowych w Tatrach. Jedyne co mi tutaj przeszkadza to bardzo silny i naprawdę zimny wiatr. Siedząc tak dręczy mnie też myśl - kiedy będę po raz kolejny w Tatrach ..?. Cóź szkoda, ostatnie spojrzenia na Świnicę, Zawrat i potężny Kozi Wierch no i zaczynamy powrót. Na Polanie Włosienica żegnam wzrokiem Mięguszowieckie szczyty i całe wysokogórskie otoczenie Doliny Rybiego Potoku. W tym wypadku warto się pocieszyć, że czas szybko płynie i pewnie niebawem znowu się tutaj pojawię... ![]()
Godzina 4:00 - budzik wygrywa znielubianą już przeze mnie melodyjkę (jak to z budzikami bywa ;-) ). Czas się zbierać Z Zakopianki, w okolicach Rdzawki naszym oczom ukazuje się ten obraz, na który długo czekaliśmy-Tatry.Ruszamy z buta w stronę dolnej stacji kolejki na Kasprowy – Przemierzamy mostek nad Bystrą i kierujemy się Doliną Jaworzynki do Murowańca.Docieramy do schroniska – tam śniadanko (w towarzystwie szykujących się do wspinaczki łojantów) i w drogę – nad Czarny Staw. Po drodze decydujemy, że zaczniemy od Zawratu Dochodzimy na Zawrat – chwilka oddechu. ,,Dziubuś"z uśmiechem przyjmuje moje „idziemy dalej”
– no to idziemy.Kawałek granią, kawałek tuż koło grani – czuć powietrze pod łokciami, przestrzeń ogarniającą nas – coś wspaniałego :-) Wdrapujemy się na Mały Kozi – na Kościelec powoli zaczynają wstępować karawany „mrówek”, widzimy też łojantów na Zadnim Kościelcu. Mijamy kolejne czerwone znaczki szlaku, palce penetrują skałę szukając zaczepu, to znów zaciskają się na łańcuchach; płuca pełne wiatru, w oczach grają barwy granitowych turni, błękitu nieba i...szarości jednej chmury (która troszkę się nam nie podoba, ale póki co nie zapowiada raczej nic groźnego na najbliższe chwile) , a w sercu radość bycia tu i teraz! Płyta Zamarłej Turni znów pokazuje mi się w swym majestacie
Pobyt w Tatrach. To jest cudowne mieć tak dookoła siebie Tę wspaniałą przyrodę wysokogórską .Przyjemnie jest się tym smakiem otaczającego krajobrazu podelektować. ![]()
,,Witajcie, kochane góry, O, witaj droga ma rzeko! I oto znów jestem z wami, A byłem tak daleko! Dzielili mnie od was ludzie, Wrzaskliwy rozgwar miasta, I owa śmieszna cierpliwość, Co z w...
więcej...,,Witajcie, kochane góry, O, witaj droga ma rzeko! I oto znów jestem z wami, A byłem tak daleko! Dzielili mnie od was ludzie, Wrzaskliwy rozgwar miasta, I owa śmieszna cierpliwość, Co z wyrzeczenia wyrasta."
schowaj...Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: